Jednym z wielu obaw krytyków nalotów amerykańskiej Służby Celnej i Imigracyjnej (ICE) wstrząsających amerykańskimi miastami jest scenariusz, w którym dochodzi do jakiegoś rodzaju uzbrojonej konfrontacji między lokalnymi funkcjonariuszami policji a dobrze uzbrojonymi agentami ICE. Szeryf Filadelfii Rochelle Bilal i prokurator okręgowy Filadelfii Larry Krasner ostrzegli, że agenci ICE, którzy naruszą prawa miasta, zostaną aresztowani. A szef policji w Minneapolis Brian O'Hara, krytyk taktyk ICE podczas drugiej prezydentury Donalda Trumpa, obawia się, że napięta atmosfera w Minneapolis i innych miastach może przejść od złej do gorszej; O'Hara powiedział, że obawia się "momentu, kiedy to wszystko wybuchnie".
David Brooks z New York Times w swojej kolumnie z 23 stycznia mówi o komentarzu O'Hary dotyczącym "wybuchu": "Podzielam jego obawy". Ale kolumna Brooksa jest znacznie szersza niż naloty ICE. Brooks obawia się, że międzynarodowy "rozpad" lub "rozplątywanie się" następuje na różne sposoby — żaden z nich nie jest dobry.
"Jeśli śledzisz trajektorię wydarzeń", argumentuje Brooks, "jest dość jasne, że zmierzamy w kierunku jakiegoś rozpadu. Jesteśmy w środku co najmniej czterech rozplątywań się. Rozplątywanie się powojennego porządku międzynarodowego. Rozplątywanie się spokoju wewnętrznego wszędzie tam, gdzie agenci Służby Imigracyjnej i Celnej stosują swoje represyjne metody. Dalsze rozplątywanie się porządku demokratycznego, z atakami na niezależność Fed i — wybaczcie kalamburze — sfabrykowanymi procesami przeciwników politycznych. Wreszcie, rozplątywanie się umysłu prezydenta Trumpa. Z tych czterech, rozplątywanie się umysłu Trumpa jest podstawowe, prowadzące do wszystkich pozostałych".
Brooks ostrzega, że podczas swojej drugiej prezydentury Trump "coraz szybciej sięgał po przemoc" zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą.
"W 2025 roku", zauważa konserwatywny felietonista, "USA przeprowadziły lub przyczyniły się do 622 zagranicznych misji bombardowania, zabijając ludzi w miejscach od Wenezueli po Iran, Nigerię i Somalię — nie wspominając o Minneapolis. Łuk tyranii skłania się ku degradacji. Tyrani zazwyczaj upijają się własną władzą, co stopniowo zmniejsza powściągliwość, zwiększa poczucie uprawnień i skupienie na sobie oraz wzmaga podejmowanie ryzyka i nadmierną pewność siebie, jednocześnie eskalując izolację społeczną, korupcję i obronną paranoję".
Felietonista Timesa nie wierzy jednak, że USA "zmierzają ku czemuś podobnemu" do upadku Imperium Rzymskiego. Ale obawia się, że mroczne czasy będą stawać się jeszcze ciemniejsze.
"Nasze instytucje są zbyt silne, a nasi ludzie, w głębi duszy, wciąż mają te same demokratyczne wartości", pisze Brooks. "Ale wiem, że wydarzenia są napędzane przez uszkodzoną psychikę jednego człowieka. Historia nie odnotowuje wielu przypadków, w których oszalały na punkcie władzy przywódca mkący ku tyranii nagle odzyskał zmysły i stał się bardziej umiarkowany. Wręcz przeciwnie, normalny przebieg choroby prowadzi ku coraz szybszemu pogorszeniu i upadkowi".
Pełna kolumna Davida Brooksa z New York Times jest dostępna pod tym linkiem (wymagana subskrypcja).


